Lavendowo - klimatyczny dom w Karkonoszach, czyli spełnione marzenie, które cieszy nie tylko właścicieli

Jest tak cicho, że słychać muchy, które latają na zewnątrz. Pijąc kawę na ławeczce, zobaczysz żabę i koty oraz posłuchasz śpiewu ptaków. Jedząc wieczorem kolację, pod oknem może akurat przebiegać sarna lub jelonek. W domu natomiast czuć zapach lawendy, których krzaczki rosną w ogródku. Lavendowo to oaza spokoju, z dala od zgiełku Szklarskiej Poręby i Jeleniej Góry, ale na tyle ich blisko, że w każdej chwili możecie zaczerpnąć miejskiego klimatu. Spędziliśmy tam tygodniowy urlop. Co z niego zapamiętamy najlepiej?

Sielski klimat wnętrz

Wybraliśmy apartament Lawendowy, na parterze domu Kasi i Artura. Domu, który ma ponad 300 lat i cieszy kolejne pokolenie. Spodobał się nam wiejski klimat, gdzie ściany są wyłożone gliną i pomalowane wapnem, gdzie niedoskonałości drewna i nierówności ścian nadają wnętrzu sielskości. Zmęczeni codziennym dążeniem do tego, aby wszystko było przygotowane jak od linijki, można się tu przekonać, że nieidealne jest również urocze. Oboje zwracamy uwagę na detale, więc widok wiszących gałązek lawendy, fioletowych kocy, białych serwetek i wielu lamp oświetlających pomieszczenie sprawił, że człowiek momentalnie czuł ciepło – nawet, gdy na zewnątrz było dość zimno i wilgotno. Świetne w Lavendowie jest to, że w apartamencie jest dostępna szczegółowa rozpiska, w której opisane jest wszystko, czego możecie potrzebować – od tego, jak zgłosić chęć skorzystania sauny, przez to gdzie znaleźć grilla lub kosze na śmieci, skąd wziąć kapsułki do ekspresu po to, jak nazywają się koty, które czasem mogą zajrzeć tu i tam. Nie raz do niej sięgaliśmy i dzięki temu nie musieliśmy wciąż pukać do właścicieli. 

Wspólna celebracja posiłków na zastawie z Bolesławca

Kasia i Artur nie gotują dla gości, ale w każdym apartamencie oraz w domku są aneksy kuchenne. Wiemy, że dla wielu osób wydaje się to być problematyczne. Zdajemy sobie też sprawę, że część tego typu miejsc tworzy wartość w oparciu o serwowane posiłki przygotowywane z lokalnych produktów. I chociaż oboje z Oskarem lubimy cieszyć się jedzeniem przygotowywanym przez kogoś, to taką samą radochę sprawia nam wspólne zjedzenie tego, co razem przygotujemy. Na co dzień nie zawsze jest czas na to, aby zjeść razem któryś z posiłków – tu mogliśmy przygotowywać i jeść wspólnie każdy z nich. Co nas ogromnie cieszyło to zastawa z Bolesławca, którą uwielbiamy. To detal, ale dzięki temu zastawiony stół wygląda pięknie i celebracja chwili jest przyjemniejsza. A gdy pogoda dopisywała i mogliśmy zjeść na zewnątrz – to była to radość podwójna. I nie, nie trzeba stać nad zlewem – w apartamencie była zmywarka, więc problem z głowy.

Aktywnie i leniwie, czyli co możecie robić w Lavendowie

Może się wydawać, że gdy jedzie się w odległe miejsca, to nuda będzie wpisana w plan dnia. Zasadniczo ponudzić się czasem warto, ale gdy tego nie lubicie, to przebywając w Lavendowie atrakcji Wam nie zabraknie. Oprócz oczywistych kwestii (i naszym zdaniem wręcz obowiązkowych) jak wyście w góry (szlaki są fantastyczne!) czy wycieczka rowerowa (polecamy odwiedzenie Izerki – widoki są cudowne!) możesz skorzystać z:

  • sauny fińskiej – wówczas właściciele zamykają całą przestrzeń z leżaczkami, prysznicem, toaletą tylko dla Was. Uwielbiamy saunowanie, a tu wszystko było przygotowane na tip-top – ręczniki, woda, olejki. Wszędzie pachniało lawendą, a między sesjami wychodziliśmy na zewnątrz oglądać gwiazdy – i uwierzcie nam, tak rozgwieżdżone niebo w mieście to jedynie czcze marzenie. 
  • koncertu dzięków mis tybetańskich – to godzinna sesja, która sprawia, że możesz wręcz poczuć, jak unosisz się nad własnym ciałem. Tego typu relaksu nie zaznasz podczas żadnego z typowo fizycznych masaży. Kiedyś byliśmy sceptyczni, dziś korzystamy w tego dobrodziejstwa wszędzie, gdzie się ta 🙂 Uwierzcie nam – warto! 
  • grilla i miejsca na ognisko – Oskar nie mógł się powstrzymać, a kiełbaski z grilla po górskiej wędrówce smakowały podwójnie! 
  • piłkarzyków, rakietek do badmintona czy hamaków oraz leżaczków na zewnątrz – wszystko jest dostępne na wyciągnięcie ręki.

 

My z domu zabraliśmy także grę planszową, w którą graliśmy w ogrodzie, a wieczorami czytaliśmy książki, aby skorzystać z ciszy, która pozwala się na nich skupić. I tu polecajka, która jest warta rozważenia – jeśli wybieracie się w Karkonosze, to koniecznie przed wyjazdem albo w trakcie (tak jak Oskar) przeczytajcie serię kryminalną Sławomira Gortycha. Wówczas wyjście w góry nabiera zupełnie innego znaczenia, a i motywacja, aby wytrzymać, gdy już jest trudno, jest inna 🙂 A gdy książek zapomnicie – kupicie je w księgarni w Szklarskiej Porębie lub Jeleniej Górze. 

A! I jeśli lubicie naprawdę srogi wysiłek i jesteście przygotowani na dłuuuugie dystanse po górach, to przyjeżdżając tu we wrześniu, możecie zapisać się na Przejście Kotliny Jeleniogórskiej im. Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza (dwóch nieżyjących już goprowników). O przejściu wiele może opowiedzieć Artur, który brał udział w niejednym z nich. Robi to ogromne wrażenie i zapewne daje ogrom satysfakcji. 

Nienachalni, ale pomocni właściciele

Właściciele – Kasia i Artur są do dyspozycji wtedy, gdy ich potrzebujesz, ale nie przytłaczają swoją obecnością. Porozmawiają z Tobą, ale nie zagadają Cię na śmierć (prędzej to my ich zagadywaliśmy :D). Dla nas to był ogromny komfort, bo czuliśmy prywatność mimo, że właściciele mieszkają na piętrze, ale gdy tylko mieliśmy do nich jakąś sprawę, to korzystaliśmy z okazji, aby zagadnąć o to i owo. To bardzo fajni, przyjaźni i ciekawi ludzie. Zresztą – wyobraźcie sobie, że Kasia marzenie o zamieszkaniu w górach realizowała konsekwentnie 20 lat, któremu Artur wtórował, gdy ją poznał. Więcej o tym, jak to wszystko się zaczęło możecie posłuchać w odcinku programu „Daleko od miasta”. 

Czy coś nam w Lavendowie przeszkadzało?

Księżniczkę to i ziarno grochu będzie uwierać, więc Wasz komfort zależeć będzie od oczekiwań, z którymi przyjeżdżacie. Jednak wybierając tego typu miejsce na wypoczynek, należy liczyć się z tym, że czasem trzeba zabić jakiegoś robaka, że gdy gotujecie, to zapach będzie rozchodził się po apartamencie, że gdy pogoda nie dopisuje, to poczujecie chłodek, że do domku jedzie się górskimi „serpentynami”, a na drodze może stanąć Wam jeleń, że wi-fi łapie się w toalecie, ale jak opowiadałam w jednym z moich podcastów na temat stoicyzmu – wyjście ze strefy komfortu sprawia, że proste rzeczy cieszą bardziej. 

Podsumowując

Lavendowo to miejsce z duszą, w którym możecie poczuć się swojsko – jak u babci czy dziadka we wiejskiej chatce. Jest tam na tyle wygodnie, że możecie odpocząć komfortowo, a jednocześnie na tyle sielsko i minimalistycznie, że oderwiecie się od codzienności i przebodźcowania. My wyłączyliśmy głowy z pracy i trybu ciągłej produktywności oraz multizadaniowości. Polecamy odwiedzenie Kasi i Artura, aby przekonać się, jak pięknie mogą wyglądać zrealizowane marzenia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *