Budżet domowy to nie ograniczenie, a drogowskaz
Przed tym ostatnim, czyli domowym budżetem broniłam się latami. Mówiłam „żaden excel nie będzie mnie ograniczał” (serio, serio). Do momentu, w którym poczułam, że nadmiar rzeczy mnie przytłacza, a większą satysfakcję przyniesie mi bezpieczeństwo finansowe i możliwość np. zrezygnowania z pracy czy toksycznego klienta w każdej chwili, niż kolejna para spodni czy następny kosmetyk. Książka Marcina Iwucia „Jak zadbać o własne finanse” stała się moim przewodnikiem po tworzeniu racjonalnego domowego budżetu. Nie była ograniczeniem, ale drogowskazem w osiąganiu finansowych celów (dużych i małych). Marcin w bardzo przystępny sposób tłumaczy, jak zrobić to krok po kroku bez zbędnego żargonu i przytłaczania swoją wiedzą.
Dzięki tej książce przygotowałam plik na rok i każdy miesiąc i mogę obserwować, na jakim etapie realizacji celów jestem. Okazało się to fantastycznym ćwiczeniem, które pozwoliło mi połapać końce różnych sznurków i zaprowadzić porządek tam, gdzie dotychczas panował freestyle, który w tym obszarze jest mało rozsądny.
Jedna odpowiedź